Dobrze jest go odpowiednio zdezynfekować. Przed poborem próbki należy spuszczać wodę przez kilka minut jednostajnym strumieniem. Chodzi o to, aby warunki poboru wody były stabilne. Butelkę należy napełnić powolnym strumieniem aż do momentu przelania się. Po napełnieniu butelkę lekko ścisnąć i szczelnie zamknąć.
Jak zapalniczka płomień, Jak sucha studnia wodę. Kochaj mnie! Kochaj mnie! Kochaj mnie nieprzytomnie! Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz! Na linie nad przepaścią tańcz. Aż w jedną krótką chwilę, Pojmiesz po co żyjesz
C a F. Kiedy dręczy cię ból niefizyczny. C a e F (C F) Zamiast słuchać bzdur głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz. F G a F G. Spytaj siebie czego pragniesz, dlaczego kłamiesz że miałaś wszystko. C a F. Gdy udając że śpisz w głowie tropisz bajki z gazet. C a F.
Perfect Liedtext: Kołysanka Dla Nieznajomej (Kochaj mnie!): Gdy nie bawi cię już / Świat zabawek mechanicznych / Kiedy dręczy cię bó
. Zastanawiasz się, czym w ogóle jest miłość? Przeczytaj wybrane przez redakcję najpiękniejsze cytaty o miłości. Jeśli szukasz inspiracji, chcesz wyrazić swoje uczucia lub po prostu uwielbiasz romantyczne aforyzmy – ten zbiór jest dla Ciebie! Cytaty o miłości – z piosenek: Kochać – jak to łatwo powiedzieć Kochać – to nie pytać o nic Bo miłość jest niepokojem Nie zna dnia, który da się powtórzyć. „Kochać” P. Szczepanik (tekst: A. Tylczyński) Kochaj mnie Kochaj mnie nieprzytomnie Jak zapalniczka płomień Jak sucha studnia wodę Kochaj mnie namiętnie tak Jakby świat się skończyć miał „Kołysanka dla nieznajomej“ Perfect Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. To też nie diabeł rogaty. Ani miłość kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze. Miłość to żaden film w żadnym kinie ani róże ani całusy małe, duże. Ale miłość – kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze. „Zanim pójdę” Happysad Cytaty o miłości – z poezji: Chociaż raz warto umrzeć z miłości. Chociaż raz. A to choćby po to, żeby się później chwalić znajomym, że to bywa. Że to jest. „Umrzeć z miłości” A. Osiecka Najpiękniejsze są miłości niewiadome Nie wiadomo kiedy, gdzie, dlaczego, jak Niewiadome może wyjść zza rogu domu Więc się nie zdziw, kiedy ciebie porwie wiatr „Najpiękniejsze są miłości, których nie ma” J. Kofta Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. ,,Nic dwa razy” W. Szymborska Cytaty o miłości – z filmów: John Nash: Jak wielki jest wszechświat? Alicia Nash: Nieskończenie. Wskazują na to wszystkie dane. John Nash: Ale jeszcze tego nie dowiedziono? Alicia Nash: Nie widziałeś całego wszechświata. Skąd możesz wiedzieć? John Nash: Nie wiem, wierzę w to. Alicia Nash: Tak samo jest z miłością… „Piękny umysł” Miłość znaczy, że nigdy nie musisz mówić „przepraszam”. „Love Story” Cytaty o miłości – z książek: Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku. „Mały książę” A. de Saint-Exupéry Bratnia dusza to ktoś, kto rozumie Cię lepiej niż ktokolwiek inny, kocha Cię bardziej niż ktokolwiek inny, będzie przy Tobie zawsze, bez względu na wszystko. „ Kocham Cię” C. Ahern Nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż nieodwzajemniona tęsknota. „Samotność w sieci” Wiśniewski Dzisiaj kocham Cię jeszcze bardziej niż wczoraj, a nie możesz sobie nawet wyobrazić, jak bardzo kochałem Cię wczoraj. „Listy pisane miłością” J. Patterson Cytaty o miłości – znani ludzie: Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. Vincent van Gogh Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie. Jan Twardowski Miłość sama w sobie jest „nie do pojęcia”, ale dzięki miłości możemy „pojąć wszystko”. Józef Stanisław Tischner Niedojrzała miłość mówi: 'Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję’. Dojrzała miłość mówi: 'Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham’. Erich Fromm Pierwszym i podstawowym prawem każdego człowieka jest prawo do miłości. Każdy człowiek, który przychodzi na świat, ma niezaprzeczalne prawo do ludzkiego ciepła i miłości. Phil Bosmans Miłość zmysłowa Miłość jak ziewanie, najczęściej kończy się spaniem. Lodovico Ariosto I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. Bolesław Leśmian Igraszka – to pojęcie erotyczne. Każda gra jest zabawą w miłość. Stefan Napierski Przysłowia Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości. Przysłowie polskie Miłość dodaje rozumu kobietom, a odbiera go mężczyznom. Przysłowie włoskie Miłość jest dzieckiem marzeń, a rodzicem rozczarowań. Przysłowie hiszpańskie Pożądanie sprawia, że mężczyzna jest nader śmiały, ale miłości towarzyszy zawsze onieśmielenie. Przysłowie francuskie Znasz inne ciekawe cytaty o miłości? Zapraszamy do dyskusji pod artykułem! O autorze: Redakcja eDarling Zobacz więcej artykułów autorstwa Redakcja eDarling
Jeżeli w pobliżu działki nie ma sieci wodociągowej jedynym źródłem zaopatrzenia w wodę zasilania instalacji jest własna studnia. Rozwiązanie takie stosowane jest też w przypadku działek wykorzystujących wodę na inne cele jak: podlewanie ogrodu, napełnianie basenu, oczka wodnego, gdzie koszt zakupu wody jest zbyt wysoki bądź zakład wodociągowy nie zezwala na jej inne użycie niż do celów bytowych.– powinna posiadać bezpieczną konstrukcję, dostosowaną do montażu pompy o napędzie mechanicznym– woda ze studni musi się nadawać do picia (drugi wymóg nie jest konieczny w przypadku własnej stacji uzdatniania wody). Studnie ze względu na budowę dzielą się na: kopane, wbijane lub wkręcane w grunt (tzw. abisynki), wiercone. Instalacja z pompą ręczną (Tekst: Michał Piekarek) Wykorzystana w tej instalacji pompa ręczna łopatkowa lub tłokowa zasysa wodę z pobliskiej studni wtłaczając ją do zbiornika górnego, skąd rozprowadzana jest do punktów czerpalnych. Układ wyposażony jest w system zabezpieczenia, który sygnalizuje przepełnienie zbiornika (całkowite napełnienie). Odprowadzenie nadmiaru zgromadzonej wody odbywa się przewodem umiejscowionym w górnej części zbiornika połączonym z odpływem do kanalizacji. W układ pompa – zbiornik górny można włączyć pompę zasilaną energią elektryczną. Sterownie pompy polega na jej ręcznym włączeniu i wyłączeniu za pomocą wyłącznika zlokalizowanego w tym samym pomieszczeniu, co przelew sygnalizujący napełnienie instalacja pracowała prawidłowo powinny być wmontowane dwa zawory odcinające spełniające funkcję regulacyjną pozwalającą na wybór sposobu napełnienia zbiornika. Instalacja studzienna ze zbiornikiem górnym i pompą ręczną tłokową Instalacja z pompą elektryczna i wyłącznikiem pływakowym Instalacja jw. ale z pompa pływającą umieszczoną w studni, jako alternatywne pompowanie – pompa skrzydełkowa ręczna. Sterowanie pracą pompy może być przeprowadzone z wykorzystaniem sterownika pływakowego umiejscowionego w zbiorniku. Jego położenie względem lustra wody włącza lub przerywa pracę pompy. Objętość zbiornika górnego w przedziale od 100 do 500 dm3 zapewnia użytkownikom pewność zaopatrzenia w wodę. Zbiorniki wykonuje się dostosowując ich kształt do możliwości usytuowania w budynku. Są to: − prostopadłościenne zbiorniki stalowe o grubości ścianek 3 mm wzmacniane i zabezpieczane antykorozyjnie za pomocą powłok lakierniczych, − zbiorniki w formie stalowych ocynkowanych walczaków. Zbiornik górny z pełnym uzbrojeniem. Prawidłowo wykonany zbiornik górny powinien zawierać w swej konstrukcji króćce, do których podłączone są przewody: tłoczny, pionu wodociągowego, przelewowy i spustowy. Ich średnice dostosowane są do zapotrzebowania na wodę w indywidualnym gospodarstwie domowym. Każdy ze zbiorników powinien spełniać warunki zapewniające przechowywanie wody w warunkach higienicznych i być wyposażony w elementy pozwalające na jego prawidłowe podłączenie, oraz umożliwiać dokonywanie okresowych przeglądów konserwatorskich. Właściwa izolacja zbiornika pozwala utrzymywać stałą temperaturę magazynowanej wody nie pozwalając na jej przegrzewanie latem oraz zamarznięcie zimą. Do zaizolowania zbiornika wykorzystuje się praktycznie każdy ze znanych i dostępnych materiałów izolacyjnych. Przed przystąpieniem do ustawiania zbiornika należy zwrócić uwagę, iż jego ciężar ma bezpośredni wpływ na konstrukcję budynku, a jego lokalizacja powinna zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom tego budynku. Instalacje z hydroforem Co to jest zestaw hydroforowy Zestaw hydroforowy, często potocznie zwany hydroforem, to zespół urządzeń, w skład którego wchodzą: pompa, zbiornik wodno-powietrzny (hydrofor) i przekaźnik ciśnieniowy. Zadaniem zestawu jest zapewnienie odpowiedniego, stabilnego ciśnienia w domowej instalacji wodociągowej. Zestaw hydroforowy powinien być zainstalowany, gdy dom jest zaopatrywanyw wodę z przydomowej studni. Pobór wody zwykle nie jest równomierny, dlatego pompa czerpiąca wodę ze studni nie pracuje stale, ale okresowo. Do tego potrzebne jest „zakumulowanie” ciśnienia oraz zgromadzenie zapasu wody wystarczającego na pokrycie zapotrzebowania podczas postoju pompy. Woda i ciśnienie są akumulowane w zbiorniku zestawu hydroforowego. Rys. 1 Schemat instalacji z urządzeniem hydroforowym i pompą samozasysającą. U dołu z pompą głębinową. Działanie Schematy instalacji hydroforowych przedstawiono na powyższych rysunkach. Na przewód ssący jest umieszczony w studni i zakończony koszem ssawnym popularnie zwanym „smokiem” i zaworem stopowym zapobiegającym spływaniu wody z przewodu przy wyłączonej pompie. Pompa samozasysająca zasysa wodę ze studni i tłoczy ją do zbiornika hydroforowego. Pomiędzy pompą i zbiornikiem umieszczony jest zawór zwrotny zapobiegający spadkowi ciśnienia w zbiorniku w czasie postoju pompy. Sterowaniem pompy zajmuje się wyłącznik ciśnieniowy, który załącza pompę przy spadku ciśnienia w zbiorniku poniżej wartości dopuszczalnej i wyłącza ją po napełnieniu zbiornika. Wyłącznik ciśnieniowy LC zamocowany jest zwykle na przewodzie pomiędzy zbiornikiem i zaworem zwrotnym lub bezpośrednio na zbiorniku. W przypadku ujęcia głębinowego ( i studni wierconej, nie mamy do czynienia z przewodem ssawnym. Woda pobierana jest z ujęcia bezpośrednio przez zanurzoną w wodzie pompę i przekazywana przewodem tłocznym do zbiornika hydroforowego. Pompa w układzie hydrofora W układach hydroforowych pompa – zbiornik hydroforowy pracować mogą pompy różnego typu: od samozasysających do głębinowych. Każda z pomp współpracujących w układzie powinna być dobrana zgodnie z jej przeznaczaniem i dokumentacją techniczną. Źle dobrana pompa lub zbiornik hydroforowy, skutkuje częstymi awariami oraz zwiększonym zużyciem energii elektrycznej, co może spowodować nieekonomiczność użytkowania. W zbiorniku hydroforowym nad zwierciadłem wody znajduje się poduszka sprężonego powietrza (stąd nazwa zbiornik wodno-powietrzny). Kiedy pompa nie pracuje, woda jest pobierana ze zbiornika. Powietrze się rozpręża, wypierając ją stamtąd do instalacji wodociągowej. Ciśnienie powietrza w zbiorniku spada, aż osiągnie ustaloną wartość minimalną. Wówczas włącza się pompa i tłoczy wodę ze studni do zbiornika. Powoduje to sprężanie powietrza do ustalonego ciśnienia maksymalnego, po czym pompa wyłącza się. Zasadą działania zestawu hydroforowego jest proces włączania i wyłączenia pompy po osiągnięciu przez hydrofor ciśnienia właściwego dla minimalnego i maksymalnego napełnienia zbiornika. Pompa powinna pracować ekonomicznie, producent określa ekonomiczny zakres pracy pompy odpowiadający najwyższej sprawności. Taką pracę pompy zapewnia wyłącznik ciśnieniowy np. typu LCA współpracujący z układem sprężarki powietrznej zapewniającej aktualny poziom ciśnienia powietrza w zbiorniku. Zależnie od ciśnienia powietrza w hydroforze wyłącznik uruchamia bądź wyłącza pompę. Użytkowanie zgromadzonej wody może być dokonywane ciągle bez zwracania uwagi na to, czy pompa pracuje, czy nie. Układ taki jest idealny dla codziennego bytowania człowieka ze względu na jego bezobsługowość oraz fakt, iż zgromadzona woda transportowana jest do punktów czerpalnych pod właściwym ciśnieniem. Pozwala to na umiejscowienie zestawu hydroforowego w piwnicy budynku bądź też w studni. Dla zapewnienia bezawaryjnego działania i łatwego dozoru nad zestawem dodatkowymi elementami wyposażenia hydroforu są: zawory odcinające, zawory zwrotne, manometr, zawór bezpieczeństwa, wodowskaz i spust. Wyłączniki ciśnieniowe Łączniki są przeznaczone do sterowania urządzeniami ciśnieniowymi, utrzymując ciśnienie czynnika w stałych określonych granicach. Produkowane w trzech typowielkościach zależnie od zakresu ciśnienia (0,1-0,4 MPa, 0,2- 0,8 MPa, 0, MPa). Łączniki są przeznaczone do instalowania w pomieszczeniach zamkniętych wolnych od pyłów, gazów i par wybuchowych lub chemicznie czynnych. Dopuszczalna wysokość instalowania nie może być większa niż 2000 m Najwyższa szczytowa temperatura otoczenia wynosi 40°C. Łącznik podczas pracy powinien być ustawiony pokrywą ku górze. Odchylenie od pionu nie może być większe niż 5°. Rys. Zakresy pracy wyłączników ciśnieniowych LCA-1, LCA-2, LCA-3. Rys. Przekrój przez wyłącznik ciśnieniowy.(u dołu) Regulacja wyłącznika Wyłączniki ciśnieniowe można regulować zarówno pod względem wysokości ciśnienia załączania jak i zakresu ciśnienia na jakim będzie pracował zbiornik hydroforowy. Służą do tego dwie śruby oznaczone odpowiednio strzałkami czerwoną i zieloną na zdjęciu obok. Duża śruba z tworzywa sztucznego umieszczona pod sprężyną służy do regulacji wartości ciśnienia załączania (ciśnienia przy jakim zostanie włączona pompa). Przekręcenie tej śruby w prawo, zgodnie ze wskazówkami zegara spowoduje zwiększenie ciśnienia załączania np. z 2 na 3 bary, przekręcenie w lewo, zmniejszenie ciśnienia. Pamiętajmy przy tym że zwiększenie ciśnienia załączania zwiększy w tym wypadku także ciśnienie wyłączania. Jeśli ciśnienie załączania zwiększy się o 1 bar to ciśnienie wyłączania także wzrośnie o 1 bar. Śruba górna służy do regulacji zakresu ciśnienia na jakim będzie pracował hydrofor, a w praktyce do regulacji wysokości tylko ciśnienia wyłączania bez zmiany ciśnienia załączania. Przekręcenie w prawo zwiększa ciśnienie wyłączania, w lewo- zmniejsza. Ustawianie i regulacja hydrofora Aby prawidłowo dokonać ustawienie cyklu pracy hydroforni powinny być wykonane następujące czynności w określonej kolejności: − uruchomić pompę która wtłacza wodę do hydroforu tak długo aż ciśnienie wewnątrz zbiornika wskazane przez manometr wynosić będzie około 3bar co odpowiada maksymalnemu ciśnieniu wody w zbiorniku, − nastawić łącznik LCA w taki sposób aby styki zostały rozwarte, − opróżniać systematycznie zbiornik z wody kontrolując wskazania manometru, do czasu uzyskania żądanej wartości ciśnienia minimalnego przy którym powinno nastąpić włączenie pompy, − ustawić wyłącznik LCA w takiej pozycji aby jego styki zostały zwarte, − uruchomić pompę przy zastosowaniu wyłącznika LCA i obserwować pracę pompy kontrolując jednocześnie wartość ciśnienia na manometrze, przy którym następuje włączenie i zatrzymanie pompy. Czynności te należy powtarzać tak długo aż praca zestawu hydroforowego będzie płynna i zgodna z wymaganiami. Po dokonaniu ustawienia wartości ciśnienia minimalnego i maksymalnego dla pracy pompy kolejną czynnością jest ustalenie ilości powietrza będącego „tłokiem” dla uzyskania żądanego ciśnienia w instalacji. Po zapoznaniu się z dokumentacją techniczno – ruchową sprężarki powietrznej oraz z wymaganiami określonymi przez producenta dla zbiornika hydroforowego (jeśli dane techniczne obsługi hydroforu nie podają inaczej) poduszka powietrzna zgromadzona w hydroforze powinna zajmować około 1/3 objętości zbiornika przy jego maksymalnym napełnieniu wodą. Do kontroli stanu napełnienia stosowana jest rurka wodowskazowa z podziałką. Przewody czerpiące wodę ze studni (ssawne) i tłoczące wodę do instalacji (tłoczne) powinny być uzbrojone w zawory zwrotne. Zestaw hydroforowy z pompą samozasysającą wymaga zwykle zalania wodą przed pierwszym rozruchem. Zgodnie z przepisami Urzędu Dozoru Technicznego (UDT) na zbiorniku ciśnieniowym powinien być zamontowany zawór bezpieczeństwa ustawiony na ciśnienie wyższe od ciśnienia pracy o około 10%. W przypadku przekroczenia w hydroforze maksymalnego ciśnienia roboczego zawór ten powinien otworzyć się upuszczając nadmiar sprężonego powietrza nie pozwalając na gwałtowne rozszczelnienie zestawu hydroforowego. Rys. 3 Schemat hydrofora. Ozn. 1-przewód dopływowy, 2-zespół pompowy, 3-zbiornik hydroforowy, 4-przewód odpływowy, 5=sprężarka, 6-odolejacz, 7-zawór bezpieczeństwa, 8-monometr, 9-wodowskaz, 10-stycznik, 11-wyłącznik ciśnieniowy, 12- przewód sprężonego powietrza, 13-włąz, 14-spust; Vp- pojemność sprężonego powietrza, wysokość ciśnienia maksymalnego, Vu- pojemność użytkowa zbiornika, Hmin- wysokość ciśnienia minimalnego, Vm- pojemność martwa Najmniejsze zbiorniki tradycyjnych zestawów hydroforowych mają pojemność 100 dm3 i są wolno stojące. Najczęściej współpracują z pompami wirowymi samozasysającymi. Tradycyjne wolno stojące zbiorniki hydroforowe powinny być ustawione w odległości co najmniej 0,6 m od ściany i mieć wolny dostęp od strony otworu kontrolnego. Odległość pompy (lub fundamentu pompy, jeżeli jest wymagany) od ściany nie powinna być mniejsza niż 0,5 m. Nowoczesne zbiorniki membranowe, najczęściej stosowane w zestawie z pompami samozasysającymi, są mniejsze i zwykle mają pojemność 20, 24, 50 lub 100 dm3. Zbiorniki nowoczesnych zestawów hydroforowych są wyposażone w całkowicie szczelną membranę oddzielającą wodę od poduszki sprężonego powietrza, i są dzięki temu znacznie mniejsze od tradycyjnych. Mają zwartą (kompaktową) budowę, małe wymiary i pojemność, są znacznie mniej hałaśliwe podczas pracy i gwarantują wysoki komfort użytkowania. Materiał membrany i powłoka wewnętrzna zbiornika muszą mieć atest Państwowego Zakładu Higieny dopuszczający je do kontaktu z wodą pitną Zbiorniki małe mogą być zamontowane na pompie lub pod nią, zmieszczą się nawet pod zlewozmywakiem, a większe są wolnostojące. Fot. 1 Zbiornik hydroforowy przeponowy z pompą samozasysającą. Wymagania dla pomieszczeń na zestaw hydroforowy Wielkość zestawu zależy od zapotrzebowania na wodę (wydajności) i wysokości podnoszenia pompy. Pojemność (objętość) zbiornika ciśnieniowego można dobrać z tabeli producenta zestawu hydroforowego uwzględniając zapotrzebowanie na wodę w gospodarstwie domowym – czyli ilość wody, jaką pompa (hydrofor) powinna dostarczyć w jednostce czasu (w budynku zamieszkanym przez czteroosobową rodzinę średnie zapotrzebowanie na wodę wynosi około 2 m3/h) i wartość minimalnego ciśnienia przed najwyżej położonym odbiornikiem, (od 0,2 do 0,25 MPa dla domu jednorodzinnego). Często wartość ciśnienia wody jest określana dla grupy odbiorników, dla których dla zachowania prawidłowej pracy ciśnienie to powinno wynosić nie mniej niż: − 0,1 MPa – dla przepływowego podgrzewacza, − 0,3 MPa – dla baterii z biczami wodnymi, − 0,3-0,5 MPa – dla układu zraszaczy ogrodowych. Zgodnie z przepisami pomieszczenie z tradycyjnym zestawem hydroforowym powinno: − mieć wymiary nie mniejsze niż: 2,0 x 2,5 m w rzucie i 2,2 m wysokości, − być wyposażone w wodoszczelną instalację elektryczną, − być oświetlone, − mieć instalację grzewczą, która zapewni minimalną temperaturę +5°C, − mieć wentylację zapewniającą 1,5-krotną wymianę powietrza w ciągu godziny, − być wyposażone w wpusty kanalizacyjne, umożliwiające odprowadzenie wody w ilości odpowiadającej maksymalnej wydajności pompy, aby w razie awarii hydroforu pompowana woda mogła swobodnie odpłynąć do kanalizacji; posadzka pomieszczenia musi być ułożona ze spadkiem 1% w kierunku wpustów. W większości zestawów hydroforowych z tyłu silnika znajduje się wentylator zapewniający utrzymanie jego niskiej temperatury. Ponieważ pobiera on powietrze do chłodzenia z pomieszczenia, temperatura w pomieszczeniu nie powinna przekraczać 40°C. Od 1 stycznia 2001 roku ujednolicono polskie przepisy dotyczące ocen wyrobów i procesów ich wytwarzania z wymogami obowiązującymi w Unii Europejskiej. Od tej pory wszystkie zbiorniki hydroforowe o wartości iloczynu ciśnienia i pojemności powyżej 0,005 MPa*m3 podlegają przepisom UDT. Przed dopuszczeniem do sprzedaży takie zbiorniki (na przykład zbiornik o pojemności 25 dm3 i nadciśnieniu 0,2 MPa) muszą otrzymać dokument poświadczający, że są wykonane zgodnie z przepisami UDT. Pompy hydroforowe o mocy poniżej 2,5 kW, niezmontowane w gotowe zestawy, oraz gotowe zestawy hydroforowe o iloczynie poniżej 0,03 MPa*m3 muszą posiadać Znak Bezpieczeństwa „B”. Wszystkie instalacje wodociągowe wykonane na potrzeby lokalnego zaopatrzenia w wodę ze studni z zastosowaniem zbiorników otwartych czy ciśnieniowych podlegają takim samym wymogom jak instalacje, dla których źródłem wody jest sieć wodociągowa. Próby szczelności muszą być zgodne z obowiązującymi wytycznymi. Praca każdego układu z zastosowaniem zbiornika hydroforowego jest zautomatyzowana, a czynności i operacje, to wywoływanie i przekazywanie sygnałów do włączania i wyłączania pompy,− sterowanie pracą armatury zaporowej na przewodzie ssawnym i tłocznym,− kontrola wartości parametrów charakterystycznych dla pompy: wydajności, ciśnienia, temperatury pracy elementów pompy,− unieruchamianie pompy w przypadkach awarii,− blokada pracy pompy w przypadku pracy na sucho, przegrzania łożysk, uszkodzenia zasilania.
zdj.: Cristian Castillo Kilkunastu wolontariuszy ustawiło się w rzędzie na długim drewnianym pomoście. Pomimo poranka słońce świeciło już na tyle mocno, że całą operację trzeba było przeprowadzić możliwie szybko – inaczej niektórzy zaczęliby mdleć z gorąca. Koordynator projektu podszedł do każdego z uczestników, wręczając planszę ze zdjęciem. Tak zaczęła się historyczna rekonstrukcja suszy. Wolontariusze zeszli z pomostu i pomknęli, każdy w inny kąt jeziora, oddaleni od siebie czasem nawet o kilkaset metrów. Za nimi ruszył fotograf, pilnujący by miejsca, w których stanęli, odpowiadały tym z trzymanych przez nich zdjęć. Ta opowieść wydaje się na pierwszy rzut oka zawierać przynajmniej kilka sprzeczności. Jak można stać w wielkim jeziorze? I pozować przy tym do zdjęć? Z wielkimi kartonami w rękach? W normalnych warunkach można by to uznać za niespecjalnie spójny opis artystycznego happeningu. Tylko że warunki na dawnym jeziorze Laguna de Aculeo normalne nie są. Położony w środkowym Chile, nieco ponad 70 kilometrów od stolicy kraju – Santiago, akwen był przez setki lat jednym z najważniejszych źródeł słodkiej wody dla lokalnych populacji – najpierw rdzennych Mapuczy, potem europejskich kolonizatorów, wreszcie – współczesnych Chilijczyków. Był, bo w 2018 roku oficjalnie przestał istnieć jako zbiornik wodny. Laguna wyschła zupełnie, dzisiaj jest wielkim na 12 kilometrów kwadratowych pustynnym obszarem, po którym prędzej niż pływać łódką można przejechać się samochodem terenowym. Na tragedię laguny chciał zwrócić uwagę chilijski oddział Greenpeace, organizując przywołany wyżej happening. Fotografie wolontariuszy miały pokazać kontrast pomiędzy tym, co było, a dzisiejszą rzeczywistością. Każdy z nich stawał w miejscu uwiecznionym na zdjęciu z czasów, w których jezioro było jeszcze pełne wody. Teraz, w 13 roku suszy jest ona co najwyżej mglistym wspomnieniem. Choć akurat historia Laguna de Aculeo jest jedną z bardziej drastycznych ilustracji chilijskich problemów z suszą, sytuacja w innych częściach kraju jest niewiele lepsza. Według danych UN-Habitat, agencji Narodów Zjednoczonych do spraw obszarów zamieszkałych przez ludzi, milion mieszkańców tego kraju nie ma regularnego dostępu do wody pitnej. Oczywistym winowajcą tej sytuacji jest katastrofa klimatyczna. Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu lat średnie temperatury w Chile podniosły się o jeden stopień Celsjusza, do 2050 roku wzrosną o kolejne 1,5-1,7 stopnia. Coraz rzadziej pada tam deszcz. W centralnej, najgęściej zaludnionej części kraju, w której mieszka blisko dwie trzecie Chilijczyków, opady zmniejszyły się aż o 30 procent na przestrzeni zaledwie 10 lat. Zmieniający się klimat nie daje jednak wszystkich odpowiedzi na pytania o znikającą wodę. Znaczną ich część znaleźć można za to w najnowszej historii chilijskiego neoliberalizmu. Święta własność wody Po zamachu stanu zainicjowanym 11 września 1973 roku przez wojsko pod przywództwem generała Augusto Pinocheta Chile stopniowo stawało się wolnorynkową utopią. Pod rządami junty i jej cywilnych ideologów, na czele z bratem poprzedniego prezydenta kraju, José Piñerą, kraj ten w najbardziej zaawansowany sposób wcielił w życie zasady deregulacji, prywatyzacji i minimalnego zaangażowania państwa w gospodarkę. Dokumentem o znaczeniu formacyjnym była w tym zakresie przygotowana przez Piñerę ustawa zasadnicza, przyjęta w referendum 1980 roku i wprowadzona w życie rok później. Kierujący wówczas resortem pracy i polityki społecznej ekonomista nazwał ją „konstytucją wolności”, na cześć jednej z najważniejszych prac swojego ideologicznego mistrza, Augusta Friedricha von Hayeka. Oprócz prawd z jego punktu widzenia oczywistych, jak nadrzędna rola rynku czy świętość własności prywatnej, konstytucja ta zawierała szereg praw niespotykanych w innych tego typu dokumentach nigdzie na świecie. Jednym z nich było prawo do posiadania na własność zasobów wodnych. Innymi słowy, od nieco ponad czterech dekad, woda jest w Chile najzwyklejszym dobrem rynkowym, podlegającym zasadom wolnego obrotu. „Konstytucja wolności” pozwoliła prywatnym podmiotom nabywać tereny, na których znajdują się ujęcia wody pitnej, jej zbiorniki, cieki wodne, a więc nawet rzeki czy jeziora. Woda, jako dobro znajdujące się na tym obszarze, wchodziła w jego skład, a więc właściciel terenu mógł nią rozporządzać w dowolny sposób. W czasach dyktatury taki paradygmat uzasadniany był na dwa sposoby. Po pierwsze, Piñera chciał za wszelką cenę uniemożliwić jakiekolwiek formy kolektywizacji ziemi czy zbiorowej własności zasobów naturalnych. Tych rozwiązań nienawidził programowo, bo były postulatami rządu Jedności Ludowej, którym kierował Salvador Allende i który dyktatura obaliła przemocą. Po drugie, pinochetyści zakładali, że prywatyzacja wody będzie stymulować rozwój gospodarczy, zwłaszcza w biedniejszej, rolniczej części kraju. Swobodne zarządzanie nią miało pozwolić, w myśli dogmatu leseferyzmu, na obudzenie w Chilijczykach genu przedsiębiorczości. To tutaj znajdują się teoretyczne podstawy tamtejszego kryzysu w dostępie do wody pitnej. Sam fakt prywatyzacji nie musiał doprowadzić do takich wynaturzeń, jakie dziś istnieją w Chile. Przy odpowiednim nadzorze instytucji państwowych, strategicznym podejściu do wody jako surowca wpływającego na bezpieczeństwo i zdrowie publiczne oraz przede wszystkim – działaniach antymonopolowych można było uniknąć sytuacji, w której dostępu do wody na co dzień nie ma co dwudziesty Chilijczyk, a w momentach ekstremalnej suszy – nawet co dziesiąty. Zamiast tego stworzono warunki do wyhodowania na wodzie gigantycznych fortun, co pogłębiło wzrost i tak znaczących nierówności społecznych. Chile powszechnie – i zgodnie z prawdą – postrzegane jest jako kraj bogaty jak na warunki Ameryki Łacińskiej. Państwo to notuje drugie najwyższe PKB na mieszkańca w całym regionie, lepiej – przynajmniej według pobieżnych statystyk – żyje się tylko przeciętnemu mieszkańcowi Urugwaju. Ten relatywny dobrostan przypisywany jest często zyskom z eksportu miedzi, w ostatnich latach rosnącemu zwłaszcza dzięki współpracy handlowej z Chinami. Miedź jednak już dawno przestała być jedynym źródłem chilijskiego bogactwa. Po pierwsze dlatego, że zyski z jej sprzedaży na globalnych rynkach nie trafiają w całości do budżetu. Po transformacji ustrojowej z przełomu lat 80. i 90. aż 10 procent zarobionych na tym surowcu pieniędzy zagwarantowały sobie siły zbrojne, wtedy dowodzone wciąż przez Augusto Pinocheta. To był prawnie usankcjonowany haracz, który prodemokratyczny obóz był gotów zapłacić za obietnicę zaakceptowania przez Pinocheta pokojowej transformacji demokratycznej i pozostania wojska w barakach, nawet jeśli na późniejszym etapie sytuacja w kraju miałaby wyglądać inaczej, niż mundurowi by sobie tego życzyli. Drugim czynnikiem jest rosnący w ostatnich trzydziestu latach udział rolnictwa przemysłowego w chilijskiej gospodarce. Dzisiaj, jak wskazują dane tamtejszej administracji prezydenckiej, 28 procent chilijskiego handlu zagranicznego stanowi żywność, a przychody z tego sektora odpowiadają za 11 procent PKB. Czym więc stoi Chile, jeśli nie miedzią? Kraj jest dziś największym na świecie producentem i eksporterem winogron stołowych (większość z tych, które kupują w supermarketach również polscy konsumenci, pochodzi właśnie z południa Ameryki Łacińskiej). Do tego dochodzą wiśnie oraz suszone owoce, przede wszystkim jabłka, w ostatnich latach coraz bardziej popularne na Globalnej Północy. I wreszcie – avocado. Owoc-symbol pokolenia millenialsów, przestereotypizowany do granic możliwości. Ale przede wszystkim – bijący rekordy popularności, co jest o tyle istotne, że jego produkcja pochłania niewyobrażalne ilości wody. Całość procesu produkcyjnego jednego tylko owocu avocado konsumuje aż 70 litrów wody pitnej. Przy założeniu, że średnia waga pojedynczego avocado to między 100 a 150 g, jeden kilogram wymaga nawet do 700 litrów wody. Dla porównania – siedmiominutowy prysznic zużywa do 60 litrów wody, jeden cykl mycia naczyń w zmywarce – od 9 do 12 litrów, pralka w przeciętnym programie prania codziennego – maksymalnie 80 litrów. Co więcej, w przypadku avocado mowa tu jedynie o wodzie używanej w samym rolnictwie, bez dodatkowego mycia po transporcie, które często ma miejsce w firmach pośredniczących w handlu żywnością. Jeśli przemnożyć to przez 220 tysięcy ton, a dokładnie tyle tego owocu wyprodukowano i wyeksportowano z Chile tylko w 2021 roku, łatwo zrozumieć skalę zużycia tego surowca i wywołany przez nią ogólny kryzys w zaopatrzeniu w wodę. Do tego dochodzi 100 tysięcy. ton produkowanych na rynek wewnętrzny, co też jest niemałą liczbą. I niemożliwą do zignorowania, bo avocado jest głęboko zakorzenione w chilijskiej kuchni i życiu codziennym. Znane tam pod nazwą palta, w wielu podstawowych daniach występuje jako źródło tłuszczu w roli podobnej do tej, którą w Europie odgrywa masło. Jak pokazują dane amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, produkcja avocado w Chile wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat o rekordowe 57 procent Waszyngtońscy analitycy przypisują tę zmianę „sprzyjającym warunkom klimatycznym”. I faktycznie, zimy są coraz cieplejsze, przymrozki się nie zdarzają, dłużej jest gorąco. Ale już to, że chilijski plantatorzy mają niemal nielimitowany dostęp do fundamentalnie ważnej w tym procesie wody pitnej, kwestią warunków klimatycznych nie jest już ani trochę. Polityka na miarę możliwości W niektórych regionach w Chile rolnictwo pochłania dziś aż 80, a nawet 90 procent dostępnej wody pitnej. W pełni legalnie, bo prawo do handlu wodą jest przecież wolnością obywatelską chronioną przez wciąż obowiązującą ustawę zasadniczą. Choć wiele z jej zapisów było stopniowo zmienianych po upadku dyktatury w 1989 roku, to ogólny wydźwięk tego dokumentu pozostał nienaruszony. To wciąż konstytucja traktująca neoliberalną doktrynę jak jedyny dopuszczalny format stosunków ekonomicznych i społecznych. Jej całkowite odrzucenie nie było nikomu na rękę nawet po transformacji. Wywodzący się z tęczowej (z powodu swojego symbolu wyborczego), eklektycznej (od socjalistów po chadeków) koalicji zrzeszonej pod antypinochetowskim hasłem „NO!” liderzy demokratycznego Chile wprowadzili wolne wybory, wyrzucili wojskowych z cywilnych urzędów i rozpoczęli mozolny, bolesny proces rekoncyliacji po latach tortur i prześladowań. W kwestii zmiany, choćby stopniowej, paradygmatów ekonomicznych nie zrobili jednak nic. W pierwszych latach demokratycznej rzeczywistości tę niechęć dało się jeszcze usprawiedliwiać strachem przed ponownym przewrotem wojskowym. Obawą, by przypadkiem nie naruszyć interesów konserwatywnego mieszczaństwa, wciąż wierzącego w słuszność działań Pinocheta. W końcu Chile odrzuciło jego władzę większością, ale wcale nie przytłaczającą: 55 do 44 procent. Największe przedsiębiorstwa, ogromne nawet jak na Europę czy USA fortuny, sprywatyzowane dobra publiczne, takie jak edukacja czy transport publiczny – wszystko pozostawało w rękach prawicy, tej post-pinochetowskiej albo wręcz nadal przyklejonej do byłego dyktatora. Z tego środowiska wywodzi się Sebastian Piñera, dwukrotny prezydent Chile i brat Jose Piñery, twórcy „konstytucji wolności”. To on wprowadził do kraju karty kredytowe, potem rozwijał sprywatyzowane siłą w pierwszych latach dyktatury biznesy, między innymi telekomy i linie lotnicze. Dziś Harvard Business Review szacuje jego osobisty majątek na 3 mld dolarów. Historii bliźniaczych do tej jest w tamtejszej polityce mnóstwo, bo Chile to kraj niezwykle dynastyczny, w którym elity – niezależnie od ich ideologicznej orientacji – są bardzo zamknięte, wręcz wsobne na modłę średniowieczną. Co równie ważne, rozsiadają się od dziesiątek lat jednocześnie na politycznych tronach, finansowych fotelach prezesów, a czasem i przy ołtarzach. Te same rodziny, które w drugiej połowie lat 80. zawiązały pakt na rzecz demokracji, zaraz po jej ustanowieniu stworzyły umowę z drugą stroną sporu. Umowę, którą nazwać można wzajemnym paktem o doktrynalnej nieagresji. Obowiązkowe jest w tym miejscu podkreślenie, że nie był to ani kompromis zgniły, ani bezpodstawny. Wręcz przeciwnie – w swoim miejscu i czasie był prawdopodobnie najlepszym możliwym rozwiązaniem dla Chile, przynajmniej jeśli przyjąć definicję polityki według amerykańskiego naukowca społecznego Harolda Laswella, który określił ją „podejmowaniem decyzji w ramach tego, co realne”. Wojskowi zaakceptowali demokratyczne reguły gry, oddali władzę, powstrzymali rządzę zemsty za przegrane referendum. Transformacja odbyła się bez rozlewu krwi, co w kraju naznaczonym śmiercią 30 tysięcy współobywateli za ich poglądy polityczne wydawało się scenariuszem nieprawdopodobnym. Pogłębianie demokracji odbywało się stopniowo, choć systematycznie. Oczywiście – dla wielu za wolno, choć inni woleli nie ryzykować. Wszystko wtedy w Chile działo się tak, jak w swoim inauguracyjnym przemówieniu zapowiedział to pierwszy prezydent ery post-pinonchetowskiej, Patricio Aylwin: „mediados de lo posible”. W miarę możliwości tego, co realne. To, co broniło się w pierwszych latach demokracji, traciło legitymizację tym bardziej, im więcej czasu upływało od zmiany ustrojowej. Paradygmaty jednak nie drgnęły, zwłaszcza w gospodarce. I w tym właśnie chyba zawiera się esencja trudności, które ze zrozumieniem chilijskiego casusu mają w Europie niemal wszyscy. Mieszkając w Chile, rozmawiając z Chilijczykami, badając historię i polityczność tego kraju człowiek orientuje się bardzo szybko – a przynajmniej powinien – o różnicach na poziomie definicyjnym. Mówiąc o dyktaturze, w Polsce i większości krajów tej części świata myślimy o systemie władzy politycznej, wobec którego doktryna ekonomiczna jest co najwyżej wtórna. Na myśl przychodzą nam skojarzenia z siłowym zamachem stanu, rządami wojskowych, godziną policyjną, brakiem pluralizmu politycznego, szerokimi represjami. Zastanawiające jest jednak to, że nie myślimy przy tym o innych dziedzinach życia, jakby polityczna przemoc się na nie nie rozlewała. Krótko mówiąc, dyktatura to ustrój polityczny. Niemożliwe jest więc dla nas określenie tym mianem kraju, który na płaszczyźnie politycznej spełnia wszystkie demokratyczne warunki. Przeprowadza wolne wybory, rejestruje różne ideowo partie polityczne, pozwala na działalność wolnych mediów. Chilijczycy pojęcie to rozpatrują znacznie szerzej. Dla nich dyktatura może mieć – i często ma – również wymiar ekonomiczny. Dominującą doktrynę relacji materialnych też nierzadko przecież narzuca się siłą i kontroluje poprzez przemoc, nawet jeśli wokół panuje duch ogólnego demokratycznego współżycia i obywatelskich wolności gwarantowanych prawem. Chilijczycy rozumieją bowiem, że przemoc ta nie zawsze manifestuje się mundurem czy lufą karabinu. (Nie)dokończona transformacja Dlatego wielu w Chile mówi dziś, że tamtejsza transformacja ustrojowa była co najwyżej połowiczna. W przestrzeni gospodarczej nie zaszła bowiem prawie w ogóle, co doskonale widać na przykładzie wody. Choć prawo do obracania nią jak dobrem rynkowym w konstytucji zapisał na początku lat 80. Jose Piñera, to cały sektor gospodarki w pełni sprywatyzowano dopiero w 1998 roku, już po transformacji politycznej, za prezydentury Eduardo Freia, chadeka z jednej z najbardziej wpływowych politycznych dynastii w historii Chile. Frei był jednym z kluczowych liderów pro-demokratycznej opozycji, osobiście wielokrotnie negocjował warunki transformacji z Pinochetem. Kiedy sam został prezydentem, pozostał wierny wielu ideom z epoki generała, choć świat, a w nim Chile, mocno się zmieniły. Właśnie dzięki niemu od 1998 roku to prywatne spółki zaopatrują Chilijczyków w wodę. Wtedy to w życie weszła ustawa wprowadzająca system koncesji na zarządzanie źródłami wody. Jedyną rolą, jaką w tym zakresie zostawiło sobie chilijskie państwo, to możliwość odmowy na wydanie takiej koncesji – co zdarza się niezwykle rzadko. W dodatku koncesje te są bezpłatne, więc trudno taki ruch uzasadniać chociażby wpływami do budżetu. Rynek ten nie jest więc w żaden sposób regulowany – z kilku przyczyn. Po pierwsze, państwo wycofało się z niego w całości. Po drugie, z czysto teoretycznego punktu widzenia ciężko jest wyobrazić sobie w tym obszarze uczciwą rynkową konkurencję. Bo jak miałaby wyglądać? Firmy budowałyby własne sieci kanalizacyjne? Oferowałyby sprzedaż wiązaną, woda w pakiecie z innym produktem? Taryfy rodzinne, dla studentów, dla emerytów? Lepsza woda dla bogatych, gorszej jakości dla ubogich? Gwarancja dostępu nawet w czasie burz, powodzi i suszy? Woda jest przecież surowcem niezbędnym do podtrzymywania życia z biologicznego punktu widzenia, korzystać z niej będzie każdy, zawsze. Oddanie jej w ręce zaledwie kilku przedsiębiorstw, które kierują się wyłącznie zasadą maksymalizacji zysków było ze strony chilijskich władz posunięciem narażającym zdrowie i życie milionów własnych obywateli. Sprawowanie przez prywatne podmioty całkowitej kontroli nad zasobami wodnymi nic więc nie kosztuje i jest jeszcze chronione przez konstytucję. Ten aspekt kapitalizmu w Chile doprowadził do niespotykanych wynaturzeń. Dobrze ilustruje to kwestia dostępu do wody w stolicy kraju Santiago de Chile, olbrzymiej, rozlazłej metropolii, w której według różnych szacunków mieszka od 6,5 do nawet 8 mln Chilijczyków, czyli około jedna trzecia populacji kraju. Zdecydowana większość z nich wodę otrzymuje od spółki Aguas Andinas, której właścicielem jest globalny konglomerat wodny Suez. To holding wywodzący się z Francji, ale działający na wszystkich zamieszkałych kontynentach. Na co dzień zaopatruje w wodę 135 mln ludzi, zarabiając na tym 9,7 mld euro rocznie – jak wynika z danych raportu Global Water Intelligence. W stolicy Chile Aguas Andinas mają monopol, bo dostarczają wodę praktycznie wszystkim, którzy mają do niej stały dostęp. Aguas Andinas kontroluje samą wodę, ale korzysta z miejskiej infrastruktury, dlatego technicznie to władze publiczne podejmują decyzje o ewentualnym wstrzymaniu dostaw. Spółka jedynie informuje miasto, czy wody będzie wystarczająco dużo, żeby zaspokoić zapotrzebowanie. Jeśli nie – zadaniem władz jest rozwiązanie tego problemu. Jakie by nie było, nigdy nie obejmie wszystkich mieszkańców stolicy. Milion z nich, którzy według statystyk są poza obszarem działania spółki, to osoby, do których wodę i tak dowozić trzeba beczkowozami – nie tylko w czasie suszy. A ta w 2022 roku przyjęła szczególnie ciężką formę. 11 kwietnia władze Santiago ogłosiły czterostopniowy plan racjonowania wody w kranach. W zależności od aktualnej sytuacji w zbiornikach zaopatrujących miasto, przede wszystkim tych położonych w pobliskich górach, oraz poziomu wody w stołecznych rzekach Maipo i Mapocho, obowiązywać będzie jeden z kolorowych stopni alarmowych – od zielonego do czerwonego. Ten ostatni oznacza całkowite odcięcie dopływu wody, czyli suche krany. Obejmie obszary miasta rotacyjnie, co 4, 6 lub 12 dni. W najgorszym możliwym scenariuszu bez wody dziennie pozostawać będzie nawet do 1,7 mln osób. To jednak wszystko odbiorcy detaliczni, ewentualnie duże podmioty, jak szkoły czy szpitale. Racjonowanie wody nie obejmie wielkich gospodarstw rolnych, bo przecież nie znajdują się one na terenie miasta. A w dodatku korzystają z własnych, prywatnych źródeł wody, do których prawo dała im konstytucja. Nierzadko więc rolniczy potentaci zmieniają geografię i środowisko tak, by susza ich nie dotykała. Dokładnie stąd wzięła się tragedia Laguny de Aculeo. Jezioro wyschło, bo woda z zasilających je rzek została skierowana na prywatne plantacje. Nie było jej więc ani z dopływów, ani z coraz rzadszego deszczu. W tym samym czasie rosła produkcja avocado, tak samo jak zyski zaangażowanych w nią przedsiębiorców. Podręcznikowym przykładem zamknięcia elit, sprywatyzowania całej domeny publicznej i nienaruszalności interesów post-pinochetowskiej prawicy jest postać Antonio Walkera, ministra rolnictwa w administracji Sebastiana Piñery. Walker łączył funkcję szefa resortu odpowiedzialnego za produkcję żywności z byciem jednym z jej największych wytwórców. Według wyliczeń portalu El Mostrador należące do niego gospodarstwa zużywają 29 tysięcy litrów wody na sekundę. A w czasie swojej kadencji w rządzie bardzo ochoczo bronił deregulacji, sugerując wręcz, że susza jest problemem wymyślonym przez lewicową opozycję. Grób neoliberalizmu Czy Chile jest w stanie wydostać się z tej spirali wynaturzonego kapitalizmu? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wielu miało nadzieję, że tak. Przez kraj przetaczała się fala protestów społecznych, które można było interpretować jako votum nieufności dla całej klasy politycznej i których celem było unieważnienie post-transformacyjnego kompromisu. Ulica odrzucała polityków, chciała władzy dla obywateli. Na fali tego entuzjazmu doszło do referendum konstytucyjnego i wybrania nowego ciała – konstytuanty, które ma napisać przyszłą ustawę zasadniczą. Jej projekt został zresztą już zaprezentowany. 4 lipca w parlamencie przedstawiono 388 artykułów nowej ustawy zasadniczej, w tym jeden szczególnie ważny, definiujący wodę jako dobro powszechne i niekomercjalizowalne. Nowy jest też prezydent, lewicowy działacz Gabriel Boric, najmłodszy w historii Chile, zaledwie 36-letni. W polityce wielkiego doświadczenia nie ma, bo zdobywał je gdzie indziej. Był studenckim liderem, miejskim aktywistą, postacią znaną na szczeblu ogólnokrajowym, choć poza głównym nurtem debaty publicznej. Po prezydenturę szedł w ubiegłym roku z chwytliwym sloganem mówiącym, że jeśli Chile jest kolebką neoliberalizmu, on sprawi, że stanie się też jego grobem. Wszystko szło więc we właściwym kierunku, dopóki dawnym aktywistom, działaczom społecznym czy wykładowcom nie przyszło uprawiać realnej polityki. Choć wybory do konstytuanty zakończyły się klęską tradycyjnych partii, nowe formacje szybko zaczęły replikować ich strategie. Anty-elita stała się elitą. A Boric szybko przekonał się, że postulatami antysystemowymi dobrze jest żonglować na wiecach, czasem da się też dzięki nim wygrać wybory, ale dużo trudniej za ich pomocą sprawować władzę. Dziś prezydent jest najmniej popularnym politykiem swojej własnej administracji. Dobrze ocenia go 44 procent respondentów, źle – 47. To i tak przyzwoity wynik, w maju ta druga liczba dochodziła nawet do 57 procent. Tylko 42 procent Chilijczyków popiera też projekt nowej konstytucji, a referendum w sprawie jej przyjęcia odbędzie się już 4 września. Przede wszystkim jednak wobec Boricia pojawiają się zarzuty ze strony tych, z którymi jeszcze niedawno stał na ulicznej barykadzie. Zwłaszcza aktywiści ekologiczni krzyczą, że sprzedał się starym elitom, że za łatwo chodzi na kompromisy. Że jest Amarillo, Żółty, co jest kolorem zdrady. Nowy prezydent próbuje realizować swoje kampanijne postulaty, ale napotyka na bariery, głównie ekonomiczne i strukturalne. Większości z nich nie jest w stanie pokonać, bo jego kraj nie jest wyspą, cierpi na te same problemy gospodarcze, co reszta świata. Gabriel Boric boleśnie uczy się więc tego, co wiedział Patricio Aylwin i wszyscy pierwsi demokraci – że wszędzie, nawet w Chile, polityka istnieje tylko w ramach tego, co realne.
W 1997 roku nasz redakcyjny kolega, Marek Chromicz, napisał pierwsze teksty poświęcW 1997 roku nasz redakcyjny kolega, Marek Chromicz, napisał pierwsze teksty poświęcone poszukiwaniu poniemieckich skarbów. Redaktorowi Chromiczowi udało się pozyskać zaufanie wielu eksploratorów, dzięki czemu w krótkim czasie stał się prawdziwym specem od „sekretnych skrytek” , bursztynowej komnaty i złotego pociągu. Na przestrzeni kilku lat napisał wiele tekstów na ten temat, co przysporzyło mu wielu fanów, Nowinom Jeleniogórskim wielu nowych czytelników. Od ukazania się pierwszej publikacji minęło już ponad 20 lat. Można śmiało powiedzieć, że dorosło całe nowe pokolenie młodych ludzi. W tym czasie kilka zagadek zostało rozwiązanych, w kilku miejscach prowadzi się oficjalne prace archeologiczne. Nie bacząc na to zdecydowaliśmy się przypomnieć publikacje Marka Chromicza, bez ingerencji w ich zawartość. Sięgamy zatem głęboko do naszego archiwum, by przypomnieć jeszcze starsze historie. Liczymy też na to, że internet ma ogromną siłę dotarcia do wielu ludzi, nie tylko mieszkańców regionu. Jeżeli są Państwo gotowi – to zapraszamy w każdy weekend na nasz portal, aby pobuszować w historii naszego tygodnika oraz historii naszych ziem. Poniższy tekst ukazał się w czerwcu 1998 roku. one poszukiwaniu poniemieckich skarbów. Redaktorowi Chromiczowi udało się pozyskać zaufanie wielu eksploratorów, dzięki czemu w krótkim czasie stał się prawdziwym specem od „sekretnych skrytek” , bursztynowej komnaty i złotego pociągu. Na przestrzeni kilku lat napisał wiele tekstów na ten temat, co przysporzyło mu wielu fanów, Nowinom Jeleniogórskim wielu nowych czytelników. Od ukazania się pierwszej publikacji minęło już ponad 20 lat. Można śmiało powiedzieć, że dorosło całe nowe pokolenie młodych ludzi. W tym czasie kilka zagadek zostało rozwiązanych, w kilku miejscach prowadzi się oficjalne prace archeologiczne. Nie bacząc na to zdecydowaliśmy się przypomnieć publikacje Marka Chromicza, bez ingerencji w ich zawartość. Sięgamy zatem głęboko do naszego archiwum, by przypomnieć jeszcze starsze historie. Liczymy też na to, że internet ma ogromną siłę dotarcia do wielu ludzi, nie tylko mieszkańców regionu. Jeżeli są Państwo gotowi – to zapraszamy w każdy weekend na nasz portal, aby pobuszować w historii naszego tygodnika oraz historii naszych ziem. Poniższy tekst ukazał się w sierpniu 1999 miejsce jest ukryte wśród starych drzew i choć leży tylko kilkadziesiąt metrów od polnej drogi, dość trudno je znaleźć. Studnia leży u podstawy ruin, które w czasie wojny były siedzibą wielkiego gospodarstwa. Dziś w tym miejscu jest tylko sterta zarastającego samosiejką gruzu i piękne, stare piwnice. Te zresztą także zachowały się tylko w części, a to, co przetrwało, jest systematycznie miejsce już od wielu lat przyciąga poszukiwaczy skarbów, szczególnie tych, którzy wiedzą, że gdzieś w okolicy, przed kilku laty, ktoś dotarł do wielkiego i bogatego schowka zwanego „szczeliną”. Tego, z którego wyciągnięto niezwykle cenne jaja Faberge. Zapewne dlatego ta okolica jest ciągle intensywnie penetrowana, a mury piwnic dawnego domu mieszkalnego ciągle przekuwane na wylot w poszukiwaniu ukrytego tajemnicę tego miejsca stanowią studnie, których na małym obszarze doliczono się aż czterech. Dwie z nich zostały bezpowrotnie zawalone skalnym gruzem w taki sposób, że ich odsłonięcie byłoby bardzo kosztowne. Do jednej, po usunięciu wielkich głazów, dałoby się chyba z pewnym trudem wejść. Zaś druga z nich jest ciągle otwarta i dobrze zachowana. Ukryta niegdyś tuż pod murem istniejącego tu domu, na całej długości zachowała kamienne obmurowanie, w doskonałym zresztą stanie. Kilka lat temu z tej właśnie studni wyciągnięto dwa niemieckie motocykle, rozłożone na części i w całkiem dobrym stanie. Nie ma w tym nic dziwnego, bo choć studnia ma obecnie ponad 16 metrów głębokości, jest nie tylko zupełnie sucha, ale i w jakiś sposób przewietrzana…Znikające dowództwoPoszukiwacze „skarbów” stowarzyszeni w TALPIE i jej prezes, M. Bojko, o istnieniu studni bez dna w okolicach Przeździedzy słyszeli już dawno temu. M. Bojko przyznaje, że ustalenie dokładnej lokalizacji studni zajęło mu dłuższy czas. Informacje bowiem, które zdobył, były dość dokładne, tyle że wymagały przeszukania kilku stoków w okolicach Przeździedzy i Marczowa. Ale prezes nie żałuje pozornie straconego czasu, bo dzięki rozmowom z wieloma ludźmi udało się zdobyć kilka ważnych informacji o tym, co działo się tu pod koniec wojny. Z historycznych bowiem danych wiadomo tylko, że ten teren był zajęty w zasadzie jedynie przez niemieckie wojska osłonowe i nie doszło tutaj do znaczących bitew. Mimo tego żołnierzy, którzy zajmowali się nie całkiem militarnymi zadaniami, do końca wojny było tu Knabe, podoficer niemieckiego 52. Korpusu, po 1957 roku wielokrotnie przyjeżdżający w te okolice, opowiadał, że na wschód od Marczowa, w górach, mieściło się niemieckie dowództwo. Jego uwagę już w zimie 1944 roku zwróciło to, że niektórzy oficerowie sztabu każdego niemal dnia znikali w lesie, na wschód od Marczowa, a wracając, niemal zawsze nadchodzili od strony Przeździedzy, z drugiej strony Bobru. Po kilku tygodniach pobytu w tej okolicy wiedział już, że teren ten jest jak kretowisko, w którym ludzie od kilkuset lat poszukiwali złota i innych minerałów. Łatwo więc domyślił się, że siedzibą sztabu musi być jakaś stara wspominał, że kiedyś, przy piwie, zapytał jednak innego żołnierza, swojego kolegę, jak to się dzieje, że sztabowcy znikają w Marczowie, a wracają jakby z Przeździedzy,Najbardziej bowiem fascynowało go to, że oficerowie wracali zza Bobru, ale przecież nie szli tam przez most! Pamięta, że jego pytanie wywołało wręcz popłoch u kolegi podoficera, który często pełnił służbę gdzieś w Przeździedzy, właśnie po drugiej stronie Bobru. Knabe wtedy dowiedział się tylko tyle, że niektórzy oficerowie znikający w Marczowie, w Przeździedzy pojawiają się na stoku nad wsią dosłownie spod ziemi. Wychodzą bowiem wprost… ze jeszcze w latach siedemdziesiątych opowiadał, że zanim odjechał w styczniu 1945 roku na front, jeden z żołnierzy powiedział mu, że gdzieś w okolicy, w wielkich podziemiach mieści się nie tylko sztab, ale i wielkie magazyny broni, amunicji i innego wojennego sprzętu. Już po wojnie, w czasie jednego ze spotkań wojennych kolegów, dowiedział się także, że po jego wyjeździe na front na stację w Marczowie zaczęły przyjeżdżać silnie strzeżone, często pojedyncze wagony, których rozładunek był otoczony ścisłą tajemnicą. Co było w tych wagonach, podobno nie wiedział który ostatni raz był w Marczowie i Przeździedzy w 1988 roku, nie ukrywał, że jego leśne spacery miały tylko jeden cel. Były próbą odtworzenia topografii tego terenu sprzed lat i znalezienia wejścia do sztabowych podziemi. Świadek, który rozmawiał z Knabem w 1988 roku twierdzi, że ten żadnego wejścia nigdy nie odnalazł. Podobno wspomniał jednak, że Knabe zlokalizował studnię bez wody, która pasowała do opowiadań o miejscu, w którym wychodzili oficerowie sztabu. Niemiec ten zapowiadał, że wróci i kiedyś do niej wejdzie. Jednak od ponad 11 lat nikt go już w Marczowie nie kochankowieHenryk S. pochodził z Tarnowa. Na roboty do Niemiec został wywieziony jesienią 1943 roku. Trafił do pracy dość szczęśliwie, w dużym i zasobnym gospodarstwie rolnym w Marczowie. Jego bauer, choć oficjalnie był niezwykle srogi i wielokrotnie bił swoich niewolników, w istocie nikomu jednak nie uczynił krzywdy. Co więcej, gdy Henryk S. zaczął się jesienią 1944 roku spotykać z młodą dziewczyną, Niemką z sąsiedztwa, jedynie ostrzegał ich, że to się „kiedyś źle skończy”. Dziewczyna zaś twierdziła, że są bezpieczni, bo dobrze zna pewnego oficera SS, syna najbogatszego w tej okolicy Niemca, mieszkającego w Przeździedzy. Jej pewność siebie graniczyła wręcz z S. doskonale wiedział, co za wzajemną miłość grozi jemu i jego niemieckiej dziewczynie. Starał się być ostrożny, Ale nie miał wyjścia, tym związkiem rządziła dziewczyna. Była z tej wsi, znała nieszczęścia doszło wczesną wiosną 1945 roku. Pod koniec marca Niemcy zarządzili ewakuacje wielu domów w Marczowie i kilkunastu rodzin z Przeździedzy, zmuszając mieszkańców do wyjazdu Ci, którzy mieli w okolicy krewnych, mieli się wynieść do nich, a reszcie zagwarantowano mieszkanie w jednej z okolicznych szkół. Władze zapowiedziały, że o dalszym losie powiadomią wysiedlonych za kilka dni. Henryk S. o wysiedleniach dowiedział się od dziewczyny. Od niej także wiedział, że Rosjanie są już pod Wrocławiem. Postanowił zaczekać, licząc na to, że właśnie nadchodzi front i wyzwolenie. Wraz z nim, w ogromnej bauerskiej stodole, w schowku za magazynem zboża, postanowiła zostać także dziewczyna. Ukryci przetrwali noc. Rano, gdy okazało się, że wieś jest zupełnie pusta, a z okienka na poddaszu nie widać żadnych żołnierzy, dziewczyna postanowiła pójść do swojego domu po więcej ubrań i zapasy żywności. Dla bezpieczeństwa miała iść sobie tylko znanymi opłotkami rodzinnej wsi. Strzały padły w kilka chwil po wyjściu dziewczyny. Henryk S, z. okienka na poddaszu zobaczył, jak kilkaset metrów dalej dziewczyna leży na drodze, otoczona przez żołnierzy. Nie mógł zrobić dosłownie nic. Mógł liczyć jedynie na to, że zastrzelono ją, zanim powiedziała, że nie była okienka na poddaszu Henryk S, widział fragment stacji kolejowej w Marczowie i tory, na których co jakiś czas podstawiano nowe wagony. Świadek ów opowiada, że zauważył, iż na stację podjeżdżają ciężarówki w eskorcie motocyklistów. To go zainteresowało i wyjaśniało zarazem powody ewakuacji wsi. Choć odległość od stacji była spora, zauważył, że z wagonów coś jest ładowane na ciężarówki, które pod eskortą wyjeżdżają w stronę Przeździedzy. Henryk S. opowiada, że zorientował się, iż ciężarówki znikają gdzieś w okolicy gospodarstwa należącego do ojca SS-mana, znajomego jego dziewczyny. Świadek twierdzi też, że właśnie wtedy skojarzył obecność tego człowieka w domu z wyładunkiem i przewożeniem S. zmarł kilka lat temu we Wrocławiu. Jak twierdził, po wojnie już nigdy nie był w tej okolicy, ale M. Bojko opowiada, że jednak doskonale pamiętał topografię terenu i lokalizację aż trzech z czterech odnalezionych dotychczas studni. Człowiek ów twierdził, że właśnie gdzieś pod tymi studniami, pod stokiem, na którym było wielkie gospodarstwo rolne, znikały ciężarówki. Henryk S. o tej sprawie opowiadał bardzo niechętnie i podobno nigdy właściwie nie wyjaśnił, w jakich okolicznościach się uratował i przetrwał do końca wojny. Mówiono o nim, że żył bardzo biednie, ale równocześnie w Tarnowskiem postawił kilka domów. Podobno za spadek z wieje?Jedyna z obecnie dostępnych studni ma głębokość 16 metrów i jest zupełnie sucha. Ludzie TALPY, którzy ostatnio dokładnie penetrowali to miejsce, twierdzą, że studnia jest w istocie znacznie głębsza. Zawalono ją bowiem skalnym gruzem na nieznaną głębokość, a jego usunięcie jest możliwe tylko po zastosowaniu mechanicznej wyciągarki. To jednak wymaga poważnych nakładów. Próba poruszenia kamieni rzuconych na dno studni, na bardzo zresztą ograniczonej przestrzeni, dowodzi, że warstwa skalnego gruzu sięga na pewno kilku metrów. I nikt nie wie, co kryje się pod nią. Wiadomo tylko, że wyciągnięte stąd niegdyś motocykle były schowane właśnie pod kamieniami, na jej dnie. A zachowały się w dobrym stanie, bo, jak twierdzi M. Bojko, na dnie studni jest lekki… przewiew. Doskonale zachowana kamienna cembrowina wyklucza, by wiało zza tych kamieni. Zaś zapalona zapałka potwierdza, że ciągnie gdzieś od sprawdzić, skąd wieje, potrzebny jest ciężki sprzęt, który pozwoli dotrzeć do prawdziwego dna studni. W tym celu należy usunąć wiele ton kamieni. Ile, tego nie wie nikt. A może jednak ktoś wie, skoro zadał sobie trud ukrycia pod kamieniami, w ostatnim już chyba czasie wojny, kilkunastu sztuk starej, zupełnie przerdzewiałej, niemieckiej broni. Takiego ukrycia, które gwarantowało, że każdy, kto będzie penetrował tę studnię, musi ten złom znaleźć. Czy to tylko pociecha dla poszukiwaczy? Czy może jakiś znak?Jest kilka poważnych teorii o istnieniu w okolicy tej studni wielkich podziemi – starych kopalni, w latach wojennych przystosowanych do nowych zadań. Zdaniem tych, którzy schodzili do suchej studni, jest ona właśnie elementem podziemi, a nie miejscem, z którego kiedykolwiek czerpano wodę. Twierdzą oni, że wręcz niemożliwe jest, by na tak znacznej głębokości, w studni leżącej niemal u podstawy wielkiego, lekko podmokniętego stoku, na naturalnym jej dnie nie zbierało się ani trochę wody! Skoro zaś jej tam nie ma, wyjaśnienia pozostają tylko dwa. Albo jest to miejsce o niezwykłych właściwościach geologicznych, albo ta studnia ma swoje dno znacznie niżej poziomu kamieni. A w dnie odpływ. Układ terenu jest wprost wymarzony do tego, by była on kominem wentylacyjnym jakiegoś podziemnego systemu. Stąd pewność, że na jej dnie „wieje”, ma ogromne taki „koniec świata”Marczów i Przeździedza także dzisiaj leżą na uboczu głównych szlaków. Jest to niemały problem dla mieszkańców tych wsi, gdzie i o pracę trudno, i wszędzie daleko. Ale to właśnie położenie niemal na „końcu świata” miało pod koniec wojny swoje walory. Gwarantowało bezpieczeństwo ukrycia różnych rzeczy. Dlatego ktoś zdecydował się w chłopskim domu, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, ukryć niezwykle cenną kolekcje motyli. Tę, którą przez wiele lat oglądali goście zwiedzający pałac Schaffgotschów w Cieplicach. W tej samej wsi, w 1947 roku KBW znalazł kolekcję obrazów, które odkryto w czasie poszukiwań członków niemieckiego Werwolfu. Mówiono wtedy, że niektóre z nich pochodziły z Wawelu. We wsi mówi się także o tajemniczych wizytach Niemców i równie tajemniczych wykopach, które pozostają po takich wizytach w okolicznych ziemia kryje ciągle jeszcze sporo tajemnic. Gdzieś tu jest „szczelina”, gdzieś tu zniknęły transporty, które widział Henryk S. Niektórzy poszukiwacze wręcz twierdzą, że studnia bez wody jest kominem wentylacyjnym właśnie owej „szczeliny”, a jedna z zasypanych studni – wejściem do tego, podobno ciągle bardzo bogatego, podziemia…Marek ChromiczFot. Przeździedza kamieniołom, nr 33, r.
jak sucha studnia wodę tekst